Archiwum kategorii ‘Izrael’

Goreme – miasto z kamienia

13 May

Hej!

Meldujemy sie z powrotem z Turcji. Konkretnie z Goreme w Kapadocji! Dotarlismy tu dzisiaj nad ranem po nocnej podrozy autobusem z Istanbulu. Jak to powiedzial Greg, Kapadocja ma byc wisienka na torcie w naszej podrozy – zobaczymy co z tego bedzie ;-) Dzisiaj zameldowalismy sie w tym miescie i zajrzelismy do okolicznych dolinek. Goreme samo w sobie to miasto, w ktorym ludzie zyli i dalej zyja w domach wydrazonych w skalach – jednym slowem jaskiniowcy. Sprawia to ciekawe wrazenie :-) Poza Goreme takie domki, a moze przede wszystkim bizantyjsie koscioly, mozna spotkac w wiekszosci dolinek Kapadocji, ktora sama w sobie stanowi nieco ksiezycowy krajobraz. Ale powstrzymam sie od dalszych komentarzy, niech zdjecia mowia same :-)

(more…)

Galilea i Morze Srodziemne

11 May

Od trzech dni podrozujemy naszym karawanem, to jest spizarnia, kuchnia, sypialnia, jadalnia i pokoj dzienny w jednym. Inna nazwa tego wehikulu to Daihatsu Sirion (obadajcie w internecie jak wielki samochod mamy :) ).

Zwiedzilismy kawal swiata: Gory Gilboa, Nazaret, Tiberiade, Kane Galilejska (kupilsmy nawet wode w sklepie spozywczym, ale nie zamienila sie w wino, nie bylo tez zadnych wesel w okolicy), Kafarnaum (tu widzielismy dom sw. Piotra i calkiem stylowy kosciol nabudowany nad nim), jezioro Galilejskie (to samo, po ktorym chodzil Jezus), gore Tabor (kto zgadnie co tam sie stalo?), gore Blogoslawienstw (dla ulatwienia bylo ich osiem i nie zdarzyly sie na gorze Tabor), wzgorza Golan (naprawde piekna okolica), Safed (miasto kabalistow), Akke (slynny port krzyzowcow, byli tu nawet Krzyzacy :) ) a na koniec nadajemy z piekielnie drogiej kafejki w Hajfie. Dzisiaj zamierzamy przejechac jeszcze do Tel Avivu, zeby jutro teleportowac sie do Turcji.

Jak dotad z noclegami, jak na Izrael, uklada sie doskonale. Najpierw u siostr Nazaretanek (najwyzszy standard dorma jak dotad, za 40 szekli, oczywiscie stargowane) i jakies 300m od domu sw. Piotra, w naszym karawanie. Budzetowo doskonale. Zgadnijcie, gdzie bedziemy spac dzisiaj ;) Dla ulatwienia dodamy, ze karawan sie sprawdzil :)

(more…)

Odrobina Palestyny

9 May

Z Ammanu wyruszylismy lokalnym transportem do Izraela. Bus dowiozl nas okolo 2km od granicy i tam sie zaczelo. Najpierw przejscie po stronie jordanskiej kilku absurdalnych, ale szybkich kontroli (to bylo dopiero preludium). Pozniej czekanie, az autobus, ktory ma nas przewiezc przez Most Krola Husseina ruszy – ponad godzina czekania bez sensu, az sie zapelni. Nastepnie rozczarowanie samym mostem. Chyba jakies 20 metrow dlugosci nad rzeka, ktora w tym miejscu wyglada jak strumyk.

Jednak sen pijanego idioty, jak to mawial moj nauczyciel z WOSu, mial sie dopiero zaczac. Przywieziono nas na strone izraelska rzeki, tam wsrod wielu palestynczykow musielismy oddac nasz bagaz (jak na lotnisku), stac w trzech albo czterech kolejkach, pokazywac paszport najmniej 7 razy i znowu odpowiadac na pytania, po co, dlaczego i kiedy. Tym razem jednak pani byla milsza. Chyba dlatego, ze juz raz nas wpuscili. Za to amerykanow przed nami niezle przetrzepali. Dzwonili nawet do ich hotelu sprawdzic, czy nie sciemniaja z rezerwacja. My rezerwacji nie mielismyi tak, podalismy tylko, ze moze sie zatrzymamy znowu u siostr :) Dobrze, ze nie przyczepili sie do maramiji (pisownia niedokladna) w moim plecaku (dobre ziolko, ktore dodaje sie do herbaty). Przywioze troche to sprobujecie ;) Oczywiscie na pytanie, czy bylismy albo zamierzamy wyjechac na Zachodni Brzeg (czyli na terytoria palestynskie, odpowiedzielismy, ze nie :) .

No i tym sposobem po jakichs 3 godzinach bylismy spowrotem w Izraelu, tylko po to, zeby po kilkunastu minutach siedziec w autobusie na Zachodni Brzeg, a dokladniej do Beth Lehem znanego u nas jako Betlejem.

(more…)

Dalej na poludnie

2 May

Al salam alejkum. Z Jordanii.

Droga tu byla dluga i intensywna. Przelecialo jak z bicza strzelil i nawet nie bylo kiedy zakomunikowac o tym swiatu. Ale po kolei. Opuscilismy siostry przedwczoraj rano porannym autobusem do Ein Gedi nad Morze Martwe. Sam zjazd z Jerozolimy do morza to pokonanie ponad 1000m roznicy wzniesien. Zapytacie, jak to mozliwe, skoro Jerozolima lezy jakies 700 m nad poziomem. Otoz Morze Martwe lezy w wielkiej dziurze :) Tak wielkiej, ze okoliczne szczyty, mimo, ze ogromne (Wiktor mialby na to pewnie jakies inne okreslenie w swoim mlodziezowym slangu) ciagle sa pod poziomem morza. I w tej oto wyladowalismy w najwiekszej na swiecie depresji (okolo -400 m). Sami jednak bylismy z dala od bycia w depresyjnym stanie. Nad Morzem Martwym wyksztalcil sie ciekawy zawod: bezrobotny ratownik :) W tym morzu nie da sie utopic, ale na plazy byl ratownik, ktory nie mam pojecia co tam robil. Beztrosko sie unoslilismy na wodzie, w sumie dalo by sie przeplynac do Jordanii bez zadnego wysilku, wystarczylo by od czasu do czasu machnac reka czy noga. Pozniej do glowy wpadl nam pomysl odwiedzenia starozytnej twierdzy zydowskiej Masada. Mimo przekonywania przez lokalnych, ze nie zdazymy – udalo sie. A to dzieki stopowi zaoferowanemu przez jakiegos Kanadyjczyka.

Masada – gigantyczna gora, a mimo to jej szczyt pewnie ledwo siega poziomu morza. Na gorze byla kiedys oblegana dlugie miesiace przez rzymian twierdza. Wbrew obawom miejscowej ludnosci, nie tylko zdazylismy zwiedzic, ale tez zalapalismy sie na autobus do Eilatu, izraelskiego miasta nad Morzem Czerwonym.

(more…)

Jerozolima

30 Apr

Halo, halo :-) Troche sie nie odzywalismy, ale nadrabiamy zaleglosci. Ale moze po kolei:

Wczorajszy dzien byl baardzo dlugi, bo dla nas zaczal sie przed 3cia nad ranem, w zwiazku z wczesnym wyjazdem na lotnisko w Stambule. Stracana godzinke snu przedrzemalismy jeszcze na lotnisku, by w koncu wsiasc do samolotu to Tel Avivu. Lot bez problemowy :-) Gorzej na lotnisku… pani na lotnisku dlugo wypytywala po co my w ogole przyjezdzamy do Izraela, co chcemy zobaczyc, czy mamy rezerwacje i co w ogole robimy w Polsce. W koncu, gdy juz powatpiewalismy czy chcemy nas wpusci, wbila pieczatki no i jestesmy. Z milych rzeczy, ktore nas tu przywitaly bylo slonce i temperatura powyzej 20C.

Tak sie szczesliwie zlozylo, ze na lotnisku pomogl nam przygodnie spotkany Zyd (z Dani), wyjasnil nam wszystko co i gdzie i pomogl kupic bilety i znalezc autobus do Jerozolimy. Rozwiazanie bylo optymalne, bo nie musielismy nie potrzebnie jechac do Tel Avivu, ktory jest w przeciwna strone.

(more…)