Odrobina Palestyny
Friday, 9 May, gregZ Ammanu wyruszylismy lokalnym transportem do Izraela. Bus dowiozl nas okolo 2km od granicy i tam sie zaczelo. Najpierw przejscie po stronie jordanskiej kilku absurdalnych, ale szybkich kontroli (to bylo dopiero preludium). Pozniej czekanie, az autobus, ktory ma nas przewiezc przez Most Krola Husseina ruszy – ponad godzina czekania bez sensu, az sie zapelni. Nastepnie rozczarowanie samym mostem. Chyba jakies 20 metrow dlugosci nad rzeka, ktora w tym miejscu wyglada jak strumyk.
Jednak sen pijanego idioty, jak to mawial moj nauczyciel z WOSu, mial sie dopiero zaczac. Przywieziono nas na strone izraelska rzeki, tam wsrod wielu palestynczykow musielismy oddac nasz bagaz (jak na lotnisku), stac w trzech albo czterech kolejkach, pokazywac paszport najmniej 7 razy i znowu odpowiadac na pytania, po co, dlaczego i kiedy. Tym razem jednak pani byla milsza. Chyba dlatego, ze juz raz nas wpuscili. Za to amerykanow przed nami niezle przetrzepali. Dzwonili nawet do ich hotelu sprawdzic, czy nie sciemniaja z rezerwacja. My rezerwacji nie mielismyi tak, podalismy tylko, ze moze sie zatrzymamy znowu u siostr
Dobrze, ze nie przyczepili sie do maramiji (pisownia niedokladna) w moim plecaku (dobre ziolko, ktore dodaje sie do herbaty). Przywioze troche to sprobujecie
Oczywiscie na pytanie, czy bylismy albo zamierzamy wyjechac na Zachodni Brzeg (czyli na terytoria palestynskie, odpowiedzielismy, ze nie
.
No i tym sposobem po jakichs 3 godzinach bylismy spowrotem w Izraelu, tylko po to, zeby po kilkunastu minutach siedziec w autobusie na Zachodni Brzeg, a dokladniej do Beth Lehem znanego u nas jako Betlejem.
Po drodze Wiktor ustapil miejsca palestynce w autobusie i za to zyskalismy darmowa podwozke od jej szwagra do Bazyliki Narodzenia Panskiego w Betlejem, po tym jak odebralismy jej corke z przedszkola.
Sama bazylika jest nadbudowana nad grota, ktora zostala zidentyfikowana jako ta, w ktorej narodzil sie Jezus. Jak zwykle piecze nad nia pelnia prawoslawni, a katolicy maja do dyspozycji kosciol przylegly. Dla ormian przypadla nawa w glownym kosciele.
Po bazylice zrobilismy sobie przechadzke po Betlejem. Panuje tam klimat podobny do tego na ruchliwych ulicach miast Jordanii. Na scianach wisialy wyblakle plakaty, najprawdopodobniej lokalnych bohaterow intifady, z kalasznikowami w rekach. Ludzie bardzo przyjazni i pomocni. W drodze powrotnej przejezdzalismy przez izraelski checkpoint i zrozumialem, ze tak naprawde wyjezdzamy z getta. Dookola terytoriow palestynskich jest zbudowany wielki betonowy mur. Nie wszyscy Palestynczycy moga opuscic strefe. Zeby mogli swodobodnie podrozowac musza miec izraelski dowod osobisty. Jesli go nie maja, nie wyjada. Ironiczna sytuacja, ciezko mi to ocenic, ale na mysl przychodza getta sprzed kilkudziesieciu lat, tylko wtedy kto inny siedzial w srodku.
Dosc jednak polityki. Pozniej na miescie spotkalismy… tych samych Francuzow, ktorzy nas podwiezli do Dany, i ktorych spotkalismy wczesniej w Petrze, a jeszcze wczesniej w Masadzie
Wiktora przypuszczenia sie potwierdzily
Wieczorem poszlismy na piwo w okolice Jaffa Road.
Dzisiaj wybieramy sie na polnoc, do Galilei.
Na koniec troche zdjec zaleglych:
Dana.
Sklepikarz, skombinowal nam chleb w 5 minut. Dana.
Chwila relaksu. Okolice Dany.
Kameleon, jeszcze przed chwila byl zielony
Pasterz. Okolice Dany.
Nad Dana zaszlo slonce.
Mikrobiolog, nasz kolega i my. Relaksacja w Danie przy argile.
Jerash. Glowna ulica.
Jerash, amfiteatr. Tu wystepowalismy. Ja z wierszykami po rosyjsku, a Wiktor jak zwykle, z piosenkami Wisly
Jerash. Swiatynia.
Amman, sklep z przyprawami.
Hotel Cairo. Amman. Tu mieszkalismy.
I kilka zdjec aktualnych:
Betlejem, Kosciol Narodzenia.
Betlejem, ulica Pawla VI.
No i my z wieczora















9 May 2008 o 9:28
Zdjecia super! Moze bys sie jednak Grzesiu ogolil przed powrotem (wiem, ze jeszcze troche czasu, ale…
Bo ja tu widze co wy tam zajadacie i tez chce
Wiktora przypuszczenia dotyczace orintacji Francuzow sie potwierdzily, czy jakies inne? A jesli te, to… az boje sie zapytac… w jaki sposob sie potwierdzily?
Aaa a ja jeszcze prosze o skombinowanie przepisu na miejscowy przysmak i szybkie nauczenie sie przygotowywania go
9 May 2008 o 10:49
Się wszyscy uczepili tych Francuzów. Po prostu Wiktor i Grzegorz znaleźli mężczyzn swojego życia. Kobiety też czasem znajdują, to nam nie można?
9 May 2008 o 11:06
Eee… co do Wiktora, to nie ma sprawy. Zycze mu wszystkiego dobrego, ale Grzes… hmm.. on juz (tak mi sie przynajmniej wydaje
znalazl kobiete swojego zycia. Mezczyzny mu nie trzeba.
9 May 2008 o 11:22
można, można Jacku – droga wolna! ;P
9 May 2008 o 12:07
Wiktor widocznie nie może odżałować, że ominie Go jutro Feta Wisły
dlatego urządził własną w amfiteatrze
tylko coś chyba bilety się słabo sprzedawały….
9 May 2008 o 15:02
No Paulino, taką dobrą partię chcesz żebym Ci sprzed nosa sprzątnął?
Chłopak skacze, pływa, w piłkę kopie. No nie miał bym serca
9 May 2008 o 15:22
Jacku, drogi Jacku…nie zrozumieliśmy się!!
nie chodziło mi konkretnie o Wiktora, choć faktycznie mogło tak zabrzmieć, hehe :] pytałeś czemu Wam (mężczyznom) nie wolno…ależ wolno!
powodzenia!
i nie chodzi tu o to, że “nie miałbyś serca” ale raczej o to, że nie miałbyś szans
pozdr
9 May 2008 o 15:42
No tak, po raz kolejny doszło do błędów w komunikacji między kobietami i mężczyznami
. Ja mimo wszystko zostaje przy kobietach, Wiktorowi i Grzegorzowi zostawmy wybór, być może coś z tymi Francuzami wyjdzie i się razem ułożą…
9 May 2008 o 15:49
Czemu Was tak fascynuje orientacja tych Francuzow? Cos musi byc na rzeczy…
9 May 2008 o 16:53
Jacku Grzegorz ma zone, wiec juz raczej wybral. Co do Wiktora, to tez nie sadze, by Ci Francuzi go az tak zafascynowali.
Marku… oni sa jacys tacy… zbyt delikatni. Wg mnie oczywiscie:)
9 May 2008 o 17:20
To oni w taakim miejscu są, bohatersko przekraczają granicę, ustępują miejsca Palestynkom, noszą chusty na głowach wtapiając się w teren, a Wam tylko jakies Francuziki w glowie
10 May 2008 o 8:37
Wiktor, Greg,
a czy wiecie, że w Niedzielę jest Grand Prix Turcji F1? Kubica ćwiczy, więc może dopasujecie odpowiednio swoje plany?…
Piękne zdjęcia (chłopcom podobał się kameleon + wielbłądy + osiołki) – czekamy na jeszcze i pozdrawiamy!!!
10 May 2008 o 13:13
ojj faktycznie coś musi być na rzeczy, dla mnie już to ostentacyjne wypytywanie się o kobiety na każdym blogu było podejrzane
10 May 2008 o 15:30
Spokojnie dziewczyny, Wasi mężczyźni wrócą i wszystko dobrze się skończy
A Francuzi to taki element podróży, który wzbudził zainteresowanie, bo przecież w naszym kraju ciężko o takie obrazki (grozi ukamieniowaniem). No chyba, że któryś z tych lokali na Wielopolu (nie pomnę nazwy, bo jest ich tam kilka…). A na razie zachwycamy się dalej Bliskim Wschodem.
11 May 2008 o 13:21
nie chce mi sie tego czytac wszystkiego, wiec licze na jakies slajdy po waszym powrocie;D
moze chcecie wziasc udzieal w programie na tvn “jak oni zwiedzaja” ??
11 May 2008 o 20:23
Francuzi juz wrocili. Nie ma szans na kolejne spotkania. Uff
Dementujemy tez wszystko co powyzej, poza jakze slusznymi slowami Szymona
12 May 2008 o 18:43
7 zdjęcie wygląda jak zrobione w Shisha Club … w Krakowie na Małym Rynku
12 May 2008 o 20:55
Oj Rychu Rychu… już w pierwszych komentarzach pojawil sie zarzut, ze oni siedza u Wiktora w Gackach i tak tylko palcem po mapie… :]