Kapadocja
Thursday, 15 May, gregHejka. Juz dwa dni wloczymy sie po dolinach Kapadocji. Wczoraj poruszalismy sie wehikulem jednosladowym (marki Kymco, 125ccm)
Mielismy stylowe helmy i przemierzalismy okolice z zawrotna predkoscia. Skorzystalismy tez z prawdziwej tureckiej lazni (zlokalizowanej w dosc zabytkowym budynku w Urgupie). Turecka laznia polega na tym, ze wchodzi sie do srodka, dostaje stylowy reczniczek-sciereczke i zaczyna sie caly proces, ktory przebiega nastepujaco:
- prysznic – siada sie obok mini wanienki z marmuru, bierze sie specjalna miseczke i polewa sie goraca woda, zeby przyzwyczaic sie do temperatury otoczenia (a juz w tej sali jest dosc goraca)
- sauna – wchodzi sie do wydzielonego pomieszczenia (w naszym przypadku stylowej budki z drewna w sali z glownym kamieniem), gdzie, jak to zazwyczaj w saunie, nie mozna za bardzo oddychac bo parzy w plucach (w tej byla marmurowa lawka do siedzenia, ale siedzenie okazalo sie niemozliwe, tzn probowalem i nawet wytrzymalem… 30 sekund)
- masaz – przechodzi sie do sali, gdzie po obmyciu przez masazayste drapiaca szczota (na szczescie nie pumeksem) i namydleniu kladzie sie na laweczce i wykonywany jest masaz z namydlaniem, ktory oprocz masazu ma wlasciwosci mocno czyszczaca-myjace (ale jak mi koles zlozyl ramiona, to cos mocno gruchnelo
)
- goracy kamien – wraca sie do glownej sali i oddaje sie relaksowi wylegujac na goracym marmurze, dobre wrazenia.
Wychodzi sie mocno czystym. W sumie wyszedlem bez skory, ktora by mi zeszla po opaleniu i tak i tak
Pozniej zajechalismy jeszcze w kilka miejsc, w tym do sredniowiecznego karawansjeru, ktory bardzo dobrze (stylowo) odrestaurowany oddaje klimat starodawnej przystani dla wedrowcow. W dzisiejszych czasach oprocz mikro muzeum odbywaja sie tam pokazy wirujacych derwiszow (w bardzo bardzo stylowej sali). Mysmy jednak na pokaz nie trafili.
Dzien w Kapadocji bylbym dniem straconym (dla mnie, bo Wiktor jest sceptyczno-nihilistycznie nastawiony
), wiec skonczylismy dzien wloczac sie po dolinie Devrent, a zachod slonca ogladalismy z pagorka nad Pasabagi. Dobre miejsce.
Dzisiaj rano przywital nas… grad. Ale po pol godziny juz bylo slonce, zeby pozniej byl deszcz, burza, znowu slonce, znowu deszcz, znowu burza, znowu slonce, i tak przez caly dzien. Nie zrazeni wyskoczylismy na wyprawde do Rozowej i Czerwonej doliny z planem zrobienia po drodze ogniska w jaskini, gdyby dorwal nas deszcz. Oczywiscie deszcz nas dorwal i oczywiscie zrobilismy ognisko zajadajac sie przy nim lokalnym wyrobem kielbasopodobnym zakupionym w miejscowym spozywczaku (ktorego jestesmy od kilku dni stalymi klientami przychodzac codziennie rano po ayran z bula – Michal bedzie wiedzial o co chodzi).
I w ten oto sposob konczy sie nasza wyprawa. Jutro zmykamy do Ankary, zeby pojutrze zmyknac do domu.
Niedowiarkom, ktorzy nie wierza, ze kiedykolwiek wyjechalismy z Polski zamkniemy dzisiaj usta koronnym dowodem i sprawdzona metoda, ktorej nauczylismy sie w Palestynie na szkoleniu zorganizowanym przez Hamas. Ostatnie zdjecie ukaze wam PRAWDE!
Zanim przedstawimy ostateczny dowod, kilka innych zdjec.
na marmurze
a tak wyglada laznia z zewnatrz
pobliski wulkan (~3900m)
moturzysci
(tudziez ufoludki, nawet turysci z niemiec robili nam zdjecia)
skuterem przez swiat
karawansjer – podcienia
karawansjer – czilalt przy czaju
karawansjer – dziedziniec (gdybyscie sami na to nie wpadli)
na “ksiezycu” tez zachodzi slonce
skaly 1
czas na piknik
… przy efezie, jedynym slusznym piwie w okolicy
skaly 2
dowod koronny! kliknij aby powiekszyc!!!
(ps. gazeta NIE dostepna w salonach prasowych empik na terenie calego kraju)














15 May 2008 o 19:26
To jest Victor z Victorinoxem na tym ostatnim zdjęciu?
15 May 2008 o 19:35
To ostatnie zdjecie, troche zle zrobione. Wiktor powinen grac role porywacza (ze wzgledu na noz i chuste) a Greg porwanego trzymajacego gazete w rece
Taka jest moja wizja
15 May 2008 o 20:43
Nice. I like. I nawet parę znajomych widoczków
15 May 2008 o 21:26
Jeszcze tylko zdjecia motura brakuje!
A do domu to na dlugo zmykacie?
16 May 2008 o 0:29
Hehe a mnie bardziej interesują obrażenia po 30 sekundowej próbie siedzenia na marmurze
…jak potem udała się jazda na moturze?
16 May 2008 o 6:39
widzę, że staracie się być na bieżąco czytając turecki odpowiednik FAKTu
pewnie już wiecie kto odpadł z tureckiej edycji “Tańca z Gwiazdami”? Ale numer , nie?
po relacji Graga wydaje mi się że w łaźni obmyliście się za całe 3 tygodnie
widać, że powoli szykujecie się do powrotu
16 May 2008 o 6:48
tak Szymon… na długo
16 May 2008 o 9:40
Tez mysle, ze na dlugo
a i w Polsce milo przyjeli
Ja mysle, ze ta laznia to taka “kwarantanna” przed podroza (zeby ich z samolotu nie wyrzucili
16 May 2008 o 10:26
Myślę, że nie na długo. Chłopaki są podróżnikami, a podróżnicy nie mogę za długo siedzieć w domu. Żony i dziewczyny powinny zrozumieć powagę sytuacji i odpowiednio ciężko pracować i na dom i na podróże chłopaków, bo siłą rzeczy podczas podróży nie można pracować. Tak to generalnie widzę
16 May 2008 o 11:08
Jasne Jacku, masz racje. Sa jednak takie sytuacje, kiedy i maz i zona powinni byc razem. A jesli chodzi o kolejna wyprawe, to mysle, ze bedzie w nieco wiekszym gronie
Wtedy nikt nie musi siedziec w domu i jest najlepiej
16 May 2008 o 14:58
No nie wiem, nie wiem. Na przykład Paulina. Byliśmy z nią na nartach w Austrii, szła spać po 20 tej, kiedy Wiktor szedł z nami na piwo i na bilarda
No więc jak można podróżować z kobietami, jak kobiety to by pewnie nie chciały tak pić piwka jak na zdjęciu 11tym w jaskini, tylko by sobie kanapy kazały zwieźć… No dobra, koniec prowokacji rodem z Onetu, bo mnie wszystkie kobiety z tego bloga zabanują
16 May 2008 o 17:22
No jaaak? Zimne piwko w jaskini (swoja droga fajni z nich jaskiniowcy) musi byc bajeczne. Tego piwka im zazdroszcze (o ile bylo odpowiednio zimne, bo cieple piwo jest bez sensu) z kielbaskami z ogniska… ehh.. rozmarzylam sie.
Wiec podroz z kobietami tez moze byc przyjemna
A piwko przy bilardzie? No zapytaj Wiktora kto w Tajlandii wyciagal wszystkich na bilarda
16 May 2008 o 20:26
no właśnie Jacku, z kobietami też może być przyjemnie!!
)))
pozdrowienia od Szymona z Bonn!
16 May 2008 o 21:27
No jak Alinka tak zachwala, że z kobietami też może być przyjemnie to chyba spróbuję…
17 May 2008 o 11:58
A co Szymon robi w Bonn? Również pozdrawiam. Ja Marku poczekam na wypowiedzi mężczyzn w sprawie, że “z kobietami też może być przyjemnie”. Wolę nie ryzykować
17 May 2008 o 15:02
a tutaj też niczego sobie pogoda motorowa
17 May 2008 o 23:51
Szymon jest tu na delegacji, a ja przyjechałam na weekend go odwiedzić
dzisiaj się bujnęliśmy do Luksemburga, całkiem przyjemne miasteczko…
a chłopcy już chyba wrócili do domku? :> ja się już za Wiktorem stęskniłam!
Jacku, nie odpowiadasz na moje prowokacje, a tak czekałam na Twoją odpowiedź!
18 May 2008 o 13:13
No to można powiedzieć, że Luksemburg prawie jak Bliski Wschód
PS. Nie odpowiadam już na żadne prowokacje, tym bardziej kobiece…
18 May 2008 o 23:22
w porównaniu ze stanem polskiej infrastruktury to raczej Daleki Zachód
19 May 2008 o 8:20
Jacku, widzę, że pamięć trochę zawodzi
Chyba zapomniałeś jaką druzgocącą klęske poniosłeś wyzywając mnie wtedy na pojedynek bilardowy….;) Wcale Ci sie nie dziwie, też wolałabym nie pamiętać takich sytuacji. Do dziś mam przed oczami obrazek, jak po mojej 6 wygranej z Tobą uderzałeś głową w ścianę….
Po wygranej humor dopisywał i wcale nie miałam ochoty udawać się do ośrodka…;) ale Jacek zaczął narzekać na lumbago i rozłożył impreze….
a piwko w jaskini?? juz nie jedna kega skończyła się w ten sposób….;)
serdecznie kolegę Jacka pozdrawiam,
i dziękuję za tą rozrywkę na blogu… :]
19 May 2008 o 11:19
20 May 2008 o 9:55
Widzę, że u kolegi coś słabe lędźwie…
tak to jest, jak się siedzi przed komputerem całymi dniami i nic nie rusza!!
piłka nie wystarczy, trzeba wzmocnić mięśnie kręgosłupa!
my z Paulinką jesteśmy mądre i chodzimy na ściankę
20 May 2008 o 11:54
Fakt, trzeba będzie lędźwie wzmocnić, bo o udanym życiu seksualnym szybko człowiek zapomni, jak prorokowała mi kiedyś pani rehabilitant. Co do sportów, to oprócz tych które podpalam, to jeszcze wchodzenie na 40 metrowe wieże telefonii komórkowej i wyścigi godzinne do Nowego Targu, bo esemesiki cholernym nastolatkom nie działają, ale to już rzadziej… A zamiast chodzić na ściankę, to lepiej jakiś basen albo spacery nad Wisłą i karmienie łabędzi? Mniej kontuzjogenne.
20 May 2008 o 13:42
no, to już wyjaśniło się skąd te słabe lędźwie


na spacerki nad Wisłą to jeszcze przyjdzie pora, na emeryturze :> poza tym spacery nocą nad Wisłą potrafią być kontuzjogenne…
a propos łabędzi – podobno w Anglii jest jakaś zadyma, bo polscy emigranci je łapią i jedzą na obiad, lol
następnym razem jak wybierzemy się z Szymoniastym i Victorro w skały, jedziesz z nami