Dzien z beduinami
Sunday, 4 May, wiktorZa nami kolejny dzien podrozy. Tym razem odwiedzilismy pustynie Wadi Rum w Jordanii. Po wczesnej pobudce i przejechaniu 30km taksowka dotarlismy do wioski, z ktorej wyruszaja wszystkie wycieczki na ta pustynie. Organizowane sa przez beduinskich biznesmenow, wygladajacych jak szejkowie z Arabii (vide zdjecia ponizej).
W naszym przypdku padlo na Zidane’a. Nie za bardzo chcial sie z nami targowac, ale jego dystyngowana osoba i szybkie rozeznanie sie w cenach w okolicy przekonaly nas, ze 35 dinarow (~105zl) to uczciwa cena za dobe z jedzeniem na pustyni.
Poznym rankiem wyruszylismy starym pick-upo-jeepem z reszta zalogi (wsrod nich 2 Koreanki, para japonska i Amerykanin). Cala idea wycieczki polega na tym, ze beduin wozi nas tym autkiem po pustyni pokazujac rozne ciekawe miejsca, a my je podziwiamy. Pewnie zastanawia was co mozna ogladac na pustyni… Otoz mozna, bo to nie jest taka pustynia piaszczysta w wydmami tylko skalna. Pelno gor i skal (tak w ogole to jest tez chyba niezly spot wspinaczkowy) o przeroznych kolorach z dominujacym czerwony. Generalnie okolica robi wrazanie. No i przy okazji jest niezle goraco, chodzenie boso po rozgrzanym piasku nie bylo najlepszym pomyslem
Popoludniem dotarlismy do celu czyli beduinskiego obozu. Okazalo sie jednak, ze do zmroku i kolacji pozostalo pare godzin, wiec razem z amerykaninem (Troicem, studentem fotografiiz Kaliforni – mieli o czym gadac z Gregiem) wybralismy sie na przechadzke. Wdrapaslismy sie na jedna z pobliskich gor by popodziwiac widoki i popatrzec jak to na pustyni nie dzieje sie absolutnie nic
Dla rozrywki porzucalismy sobie kamieniami w przepasc i pozrzucalismy pare glazow (wiem, glupia zabawa, ale tam nie bylo szans, zeby komukolwiek zadac tym jakas szkode).
No a wieczorem doskonala szamka w namiocie (tradycyjnie po jordansku kurczak z ryzem i pita). W trakcie jedzenia przygrywal i gawedzil Zidane, a wszystko zapijaliismy herbatka (Greg w koncu poznal nazwe tego ziolka, ktore Arabowie dodaja do niej). Po jedzonku noc pod gwiezdzistym niebem (zezygnowalismy z namiotu na rzecz widoku gwiazd)
Wczesnie rano po sniadanku wrocilismy do bazy Zidane’a we wsi. Poniewaz zostalo nam ok. 1,5h do autobusu to przeslismy sie po wiosce w poszukiwaniu wielbladow do przejazdzki. A ze bylo dosyc wczesnie to natrafil sie nam jeden chlopczyk siodlajacy wlasnie wielblada. Po krotkim targowaniu ustalilismy, ze przewiezie kazdego z nas za 1 dinara. Padlo na mnie jako na pierwszego. Tylko ze jak wielblad wstawal z kleku to troche mu sie siodlo obruszylo i wyladowalo nieco za bardzo z przodu. Chlopakowi skwasniala mina, zwierze zaczelo wydawac dziwne okrzyki a proba przepchniecia go do tylu nic nie dala. Wiec chlopczyk kazal wielbladowi kleknac z powrotem, ale tym razem siodlo wyladowalo na jego szyji i zrobilo sie malo ciekawie. Musialem sie ratowac zeskoczeniem z siodla… i tak wlasnie skonczylo sie nasze jezdzenie na wielbladach…
Podsumowujac – warto bylo, piekna okolica, doskonala pogoda i wspaniale widoki. Tymczasem dotarlismy do Wadi Mousa, ktore lezy 2km od Petry. W zasadzie pol dnia w Petrze mamy juz za soba, ale o tym kolejna relacja wkrotce.












4 May 2008 o 20:14
Uwazny telewidz zauwazy, ze na matrycy pojawily sie dwie niewielkie plamki, z gory przepraszam, ale sami wiecie, pustynia, te sprawy…
4 May 2008 o 20:24
Wow.. widoki super, choc te skalki nieco psuja moj obraz pustyni
4 May 2008 o 22:26
siedze sobie w spokojnie w domu, a tu nagle wracaja rodzice i dowiaduje sie, zes znow, kuzynie, pojechal hen gdzies. ech.
zdjecia wspaniale. z ciekawoscia i zazdroscia czekam na ciag dalszy wyprawy.
4 May 2008 o 22:38
No ten recznik na glowe – pierwsza klasa
4 May 2008 o 23:08
Co za krajobrazy! zazdroszczę Wam tego wyjazdu..;-)
4 May 2008 o 23:31
Śliiiiiiiczne macie te zdjęcia!! i o dziwo wcale nie monotonne, czego można by się spodziewać po zdjęciach z pustyni
Piękna ta “plaża”!! Modele też z Was nieźli;) choć Greg musi potrenować wiązanie arafatki, hehe
Wiktor trzeba było brać sprzęt wspinaczkowy a nie zostawiać nam;) My pewnie i tak nie skorzystamy ze względu na warunki pogodowe… za to u Was i pogoda wymarzona i skały niczego sobie…
4 May 2008 o 23:56
buahahahah Wiktorrr, przebiłeś tą chustą moje najśmiejsze oczekiwania
)))) normalnie zaraz wrzucam to zdjęcie na pulpit
:):) ojj chyba znalazłeś swoje alter ego, wyglądasz jak zblazowany syn potentata naftowego 
takie małe pytanko: jedziecie może do Petry???
5 May 2008 o 16:16
Alinka lepiej tego ująć nie mogłaś!!
ale zdjęcie urocze
5 May 2008 o 20:59
tak, tak, od dzisiaj zajmuje sie wylacznie handlem ropa pochodzaca z moich szybow… Alinka wyszlo na jaw, ze tylko ogladasz zdjecia a nie czytasz co piszemy
5 May 2008 o 22:33
No to jest pustynia co się zowie! Prawdziwa hamada.
Kurcze, ten Zinedine ma w rękach instrument a ja byłem przekonany że to jakiś O.E.N. (Osobisty Eliminator Niewiernych) i że to szef ochrony całego ośrodka. Ten przedmiot z daleka wygląda jak jakaś spluwa z ery WWII :] Macie może nagranie jego muzykowania? Bo te struny wydają niesamowite odgłosy – jęki, płacze itp. – jeśli dobrze mi się kojarzy.
Wielbłądy są głupie, wredne i śmierdzą. Zupełnie jak Polacy :] A tak poważnie to dobrze, że Was nie kopnął ani nie ugryzł. I ta funkcja wstawania i siadania jest do bani, te siodła zawsze zjeżdżają. Do poprawy z następnym firmware.
Ostatnie zdjęcie jest świetne, szczerze. A Ty Wiktorze nie miałeś o czym porozmawiać z amerykańskim studentem fotografii??
7 May 2008 o 19:59
Marek, mamy nagranie i na 100% znajdzie sie w naszej najnowszej superprodukcji.
Co do ostatniego zdjecia to zawsze takie wychodza, jak sie nie planuje
W tak zwanym ferworze walki.
8 May 2008 o 9:02
Uważny widz zauważy w środkowej i wschodniej części powyższej mapki tajemnicze kręgi na pustyni. To systemy irygacji, te same zresztą, które znalazły się na zdjęciu Yanna Arthus-Bertranda: http://www.cataloguegoodplanet.org/joomla/index.php?option=com_datsogallery&Itemid=27&func=detail&catid=52&id=1431 .