Petra
Monday, 5 May, gregOd dwoch dni lazimy po Petrze i jest dobrze. Bardzo dobrze.
Petra ma wiele twarzy. Twarz pierwsza to wszystkie te fasady wyrzezbione w skalach, imponujacych rozmiarow i tym bardziej zaslugujace na uwage, gdy wezmie sie pod uwage, ze stworzono je ponad 2000 lat temu, kiedy w Polsce za borostworami i zubrami uganiala sie po puszczy banda facetow w krotkich majtkach
Gdyby jednak traktowac Petre jako zbior ciekawej architektury, to z pewnoscia nie trafila by na liste nowych siedmiu cudow swiata (nie, zebym sie osobiscie zgadzal z ta lista, ale to nie ma w tej chwili znaczenia).
Druga twarz Petry nie ma wiele wspolnego z architektura i ludzka reka. Chodzi o polozenie. Dolina poprzecinana kanionami, imponujacej dlugosci Siq (wawoz, ktory powstal z rozstapienia sie skaly, tak, ze jego dwie sciany pasuja do siebie jak wielkie puzzle) – wszystko to sprawia, ze nawet gdyby nie bylo tu ani jednej ludzkiej budowli sam rejon bylby warty odwiedzenia z powodu swojej naturalnej urody.
Do tego jeszcze pobliskie Wadi Mousa, trzecia twarz Petry. Moze nie tyle Wadi Mousa, co ludzie Wadi Mousa. A moze nie tyle ludzie Wadi Mousa, co w ogolnosci – Jordanczycy. Bardzo duzo zyczliwosci na ulicach i naprawde specjalne traktowanie przybyszow. Wracajac do hotelu miejscowy sklepikarz zaprosil nas na herbatke, pogadalismy troche o zyciu i… pomoglismy mu zamknac sklep. To tylko przyklad, ale naprawde w tym kraju jest inaczej. A “welcome” kazdy slyszy to conajmniej kilkadziesiac razy dziennie.
To wszystko to jest wlasnie Petra i Jordania. Moze zdjecia nizej chociaz troche to oddadza.
To byl wyczerpujacy dzien. Na koncu nawet musielismy podganiac na wielbladzie, zeby byc na czas przy wyjsciu z Petry. Tym razem nikt nie spadl
Jutro ruszamy z Francuzami poznanymi w Izraelu do Dany, moze cos napiszemy za dzien, a moze za dwa
P.S. W ostatnim tekscie program splatal nam figla i zeby nie bylo niescislosci, autorem tego tekstu byl Wiktor (nie mam w zwyczaju pisac o sobie w trzeciej osobie), ja bylem tylko skromnym autorem komentarza dla uwaznych telewidzow















5 May 2008 o 22:02
Jak miło tu zaglądać…chłopaki relacje z wyprawy są super, ale foty robią wrażenie. Dziś uśmiech wielbłąda powalił mnie z nóg i jak tu się nie uśmiechnąć
Pozdrawiam
5 May 2008 o 22:42
Strasznie miło się czyta Wasze relacje z podróży!!!
Zdjęcia cudowne, zupełnie inny świat!!! Aż zatęskniłam za słońcem i latem:-)
A tak swoją drogą co Francuzi robią tak daleko od domu i od Francji??? Pewno jacyś tacy mało francuscy;-)
Pozdrowionka!!!
5 May 2008 o 22:52
Ten uśmiech to mu nie wyszedł, temu wielbłądu
A tak w kwestii technicznej, czy na wielbłądy w Jordanii woła się podobnie jak na słonie w Tajlandii?
(sorry, nie dam rady przytoczyć) No i jeśli dobrze zrozumiałem “Welcome” ma tu zgoła nieco inny wydźwięk niż “My friend” w Turcji
Zdjęcia cool jak zwykle
5 May 2008 o 23:11
a da się po tym wspinać?
5 May 2008 o 23:14
i dlaczego Wiktor je jakieś AMONITY?!
6 May 2008 o 21:41
Michale, czy cos z tureckim “welcome” Ci sie nie podobalo??
Welcome my friend! Good price for Polish student! This is not free my friend, you know? Two euro! Really cheap, no expensive my friend! Best price!
Is it original? Of course, Turkish original!
6 May 2008 o 21:49
Hello my friend! Special price for you. But don’t tell anybody.
Tak, właśnie o tym mówię
6 May 2008 o 23:17
Zdjecia jak z kosmosu, wypas! Ten wielblad na ostatnim zdjeciu jest dwuosobowy?
7 May 2008 o 15:35
Wow!! I have no clue as to the meaning of the text in your posts, but certainly these pictures speak 1000’s of words. Great stuff, Grzegorz!
7 May 2008 o 19:48
Szymon, Michal: Do standardowej kolekcji odzywek musicie dodac jeszcze: “I would like to do bussiness with you”, to bylo kiedy zszedlem z cena za pokoj z 30 do 16 po dlugich minutach negocjacji
Problem jednak w tym, ze po tej odzywce naprawde ciezko odmowic, ale nam sie udalo
Za rogiem zeszlismy do 16 ze sniadaniem, podwozeniem do Petry i darmowa kawa i herbata codziennie
Michael: I’m glad you like the pics, there will be more coming once we’re back. Otherwise we would spend all our budget and (what’s more important) time on internet…
8 May 2008 o 22:59
Bardzo dobrze jestem z Was dumny. Targowanie sie to sport, niektorzy sie go wstydza (frajerzy:P), a inni uwielbiaja (szczególnie my, ludzie z Krakowa;))